Jesień przychodzi do Warszawy po cichu, a potem zostaje na dobre. Przynosi długie ulewy, parasole, które przegrywają z wiatrem, i niebo, które od rana do wieczora ma ten sam odcień mokrego betonu. W takie dni miasto kurczy się do trasy dom-praca-dom, a weekendowe plany rozpuszczają się jak kałuże na chodniku. Postanowiliśmy sprawdzić, czy da się inaczej – czy deszczowe popołudnie może nabrać kolorów.
Odpowiedź zaczyna się na rogu placu Powstańców Warszawy. Skręcasz w Warecką, strząsasz wodę z parasola i pchasz ciężkie drzwi dawnego banku. Trzy kroki. Szum opon na mokrym asfalcie, stukot kropli o parapety, szara Warszawa – wszystko to zostaje za tobą. A przed Tobą?
Najpierw jest cisza
Tak zaczyna się wizyta w melt museum – pierwszym w Polsce stałym centrum sztuki immersyjnej, schowanym w samym środku Warszawy, w pobliżu Hotelu Warszawa. Z zewnątrz nic nie zapowiada, co jest w środku. I o to chodzi.
Płaszcz zostaje w szatni, telefon na razie w kieszeni. Przed tobą trzy kondygnacje, ponad 600 m² i kilkanaście przestrzeni, w których światło, obraz i dźwięk reagują na twój ruch. Wystawa nazywa się Artificial Dreams i opowiada o tym, co się dzieje, gdy człowiek i sztuczna inteligencja zaczynają śnić razem. Brzmi poważnie? Przez następną godzinę nie będziesz o tym myśleć. Będziesz to czuć.
Zaczynasz swoją przygodę i wchodzisz do środka. Pierwsze, co zauważasz, to dźwięk. Nie leci z głośników – otacza cię ze wszystkich stron. Skomponował go Wojciech Urbański, laureat Fryderyka.
Las, który wie, że przyszedłeś
Skręcasz w lewo. W przestrzeni wyłożonej lustrami rosną świetliste drzewa – i to dosłownie rosną, bo nikt ich nie narysował. BIOMIMESIS powstało z algorytmu naśladującego tzw. różnicowy wzrost, czyli ten sam proces, dzięki któremu w naturze powstają koralowce, poskręcane korzenie czy fałdy ludzkiego mózgu. Każde drzewo wydrukowano w 3D z biodegradowalnego materiału i wyposażono w czujniki głębi. Zbliżasz do nich dłoń. Nawet nie musisz niczego dotykać. Las po prostu wie, że jesteś, i odpowiada ci światłem i dźwiękiem.
Przy premierze twórcy nazwali tę instalację najbardziej zaawansowanym technologicznie projektem w historii miejsca. Stojąc między drzewami, łatwo w to uwierzyć – choć w tej chwili technologia jest ostatnią rzeczą, o której myślisz.
Ocean, który zna twoje ruchy
Robisz krok w lewo. Ławica ryb skręca w lewo. Zatrzymujesz się – one też zwalniają, krążą wokół ciebie, czekają. W instalacji SIMULATION tysiące cyfrowych ryb podążają za każdym, kto wejdzie do ich wirtualnego oceanu.
Po minucie łapiesz się na tym, że prowadzisz je jak dyrygent. Po pięciu – że obok ciebie dorosły facet w marynarce robi dokładnie to samo i szeroko się uśmiecha. Tu nikt nie udaje, że jest ponad to.

foto. Marek Ogień
Lustro, które kłamie
Kilka kroków dalej czeka lustro, które nie mówi prawdy. Stajesz przed FAKE.EXE, jedno kliknięcie – i patrzy na ciebie ktoś inny. Gwiazda popu, polityk, ikona Hollywood. Twoja sylwetka, twoje gesty, cudza twarz.
Najpierw jest śmiech i pierwsze zdjęcie wysłane znajomym. Potem przychodzi pytanie, które zostaje z tobą na dłużej: skoro tu wystarczy jedno kliknięcie, to ile z tego, co codziennie przewijasz w telefonie, jest prawdziwe? Deepfake to dziś narzędzie dezinformacji i cyfrowych oszustw. W Melt Museum możesz zobaczyć na własnej twarzy, jak łatwo działa.
Nad przepaścią
Następny przystanek to test odwagi. INFINITY WELL, studnia nieskończoności – tysiące pikseli LED, które lśnią, drżą i znikają w głębi daleko poza fizycznymi granicami pomieszczenia. Nad otchłanią jest tafla. Utrzyma twój ciężar. Możesz na niej stanąć, przejść, a nawet się położyć.
Rozum wie, że to bezpieczne. Nogi przez chwilę mają inne zdanie. W tle płynie „Strumień” – instrumentalny utwór Steeza83 z PRO8L3M – i gdzieś pomiędzy ekscytacją a medytacją łapiesz się na tym, że wcale nie chcesz schodzić.
Skarbiec, w którym zamieszkała maszyna
W kolejnej strefie trafiasz do miejsca, które przypomina, gdzie właściwie jesteś. THE VAULT to autentyczny bankowy sejf – od podłogi po sufit pokryty graffiti przez FUZI, francuskiego artystę mieszkającego w Kalifornii, pioniera tzw. ignorant style. Przestrzeń powstała z okazji dziesięciolecia grupy PRO8L3M.
Ale sejf nie jest tu pamiątką. Kamery i czujniki śledzą każdy twój ruch, a maszyna przerabia go w czasie rzeczywistym na nową warstwę cyfrowego graffiti. Spray spotyka kod, a ty zostawiasz na ścianach ślad, choć niczego nie dotknąłeś.
Dookoła czeka więcej. CYBERLENS – lustro z kamerą napędzaną sztuczną inteligencją, w którym w jednej chwili stajesz się cyborgiem, istotą pozaziemską albo uroczym robo-stworkiem, a suwakiem „AI CHANGE” decydujesz, jak bardzo maszyna ma odlecieć. P.AI.NT, gdzie rysujesz palcem, a AI zamienia twoje kreski w migoczące miasta i nieistniejące formy życia. OSCI-VISION 3000 – zhackowany oscyloskop, który zamienia ruch twoich dłoni w dźwięk, a dźwięk w laserowy rysunek na szkle. I THE CORE: wąski korytarz prowadzący do pulsującego na czerwono monolitu, w którym twoje odbicie mnoży się bez końca. Bijące serce całej wystawy.
Deszcz, który na ciebie czekał
A potem – ironia losu – zaczyna padać.
W SINGULARITY z góry spływa trójwymiarowy, cyfrowy deszcz: tysiące drobnych, srebrzystych sześcianów. Czujnik głębi skanuje cię w czasie rzeczywistym i po chwili widzisz na ekranie swoją sylwetkę – zbudowaną z dokładnie tych samych kropli. Kamera powoli krąży wokół twojej postaci, przecina strugi deszczu, a ty stoisz gdzieś pomiędzy rzeczywistością a symulacją. Twórcy podpisali tę instalację cytatem z „Łowcy androidów”. Jak łzy w deszczu.
Uciekłeś przed ulewą, a ona znalazła cię tutaj. Tyle że tym razem to ty jesteś z niej zrobiony. I nie chcesz, żeby przestała.
Zaraz obok HYPERSPACE – tunel, w którym z każdym krokiem masz wrażenie lotu przez galaktyki z zawrotną prędkością. Światło wygina się i rozciąga jak w słynnej sekwencji z „2001: Odysei kosmicznej”.

Warszawa, jakiej nie znasz
Na koniec OTHERWORLD. Projekcje na 270 stopni, przestrzenny dźwięk, siadasz i dajesz się pochłonąć.
Najpierw widzisz narodziny maszyny. Potem NIGHT DRIVE – nocną przejażdżkę przez Warszawę, którą sztuczna inteligencja przemienia w kolejne gatunki science fiction. To samo miasto, które godzinę temu zostawiłeś za drzwiami, tylko w wersji z przyszłości.
Z powrotem na Warecką
Odbierasz płaszcz. Otwierasz drzwi. Nadal pada – może nawet mocniej niż godzinę temu. Te same kamienice, ten sam mokry chodnik, te same światła samochodów rozlane w kałużach. Tylko że po NIGHT DRIVE trudno patrzeć na nie jak wcześniej. Deszcz nie przestał padać. Przestał ci przeszkadzać.
Zanim pójdziesz
Gdzie: Melt Museum, pl. Powstańców Warszawy 2A, wejście od ul. Wareckiej.
Kiedy: Melt Museum jest otwarte od wtorku do piątku od 12:00 do 21:00, w soboty i niedziele od 10:00 do 21:00.
Co zobaczysz: wystawę Artificial Dreams – instalacje podzielone na pięć stref, stworzone przez Kubę Matykę i Kamilę Staszczyszyn z MELT IMMERSIVE











